Pofestynowe wspomnienie...

    Dziś     Festyn Farski! Zrywam się z łóżka jak najwcześniej żeby pomagać innym przygotowywać festynowe stoiska. Po pokonaniu zwykłych sobotnich obowiązków, pojawiam się na probostwie. Jest godzina 8.30, a cały plac już wrze, jeszcze nie od gości, ale od ministrantów i ich rodziców, biegających w różne strony w celu doprowadzenia swych stanowisk do użytku. Ja sam udaję się dmuchać balony, których już przeszło 100 napompowaliśmy w przededniu Festynu. Koło 10 za ramię łapie mnie Seba, z którym ramię w ramię mam prowadzić festyn. „Rysiek, jedziemy po przebrania!” mówi do mnie prędko, bo czasu do rozpoczęcia zabawy coraz mniej, a oszczędzać go warto nawet w rozmowie. Pojechaliśmy  je wypożyczyć, by utrzymać bajkowy wystrój festynu. Ach! Jaka przepiękna rewia kolorowych, festynowych przebrań! Piraci, jedi, królik, więźniowie, dżin, kot w butach, cezar, muszkieter, Piotruś Pan, klown, dynia… a to tylko niektóre!
    Pół godziny do festynu, każdy już na swoim miejscu, młodsi podekscytowani, doświadczeni rodzice zachowują spokój, choć nawet w ich oczach można zauważyć tą iskierkę pragnienia by festyn był już, teraz! Wraz z Sebą i księdzem Cezariuszem  po raz kolejny omawiam program festynu, wprowadzamy kilka modyfikacji.
    Dzwony biją godzinę 13.00, już czas! Rozpoczynamy Festyn! Ksiądz Proboszcz oficjalnie go otwiera, a tuż po nim na scenie pojawiają się przedszkolaki. Tymczasem przyglądam się rozkwitającemu zainteresowaniu stoiskami przychodzących na festyn. A jakież stoiska! Bajeczne, przystrojone, dopracowane, a każde oferujące cenną wygraną lub smakołyk na przekąskę! Dla rządnych wyzwań jest tor przeszkód, „mądre balony”, wyciągarka słodyczy; dla pragnących zdobyć cenne nagrody jest koło fortuny oraz loteria fantowa, a dla chcących dobrze zjeść lub coś przekąsić kuchnia polowa, grill, kawiarenka i stoisko z króliczymi napojami. Wszystko korci, wszystko nęci, a przecież festyn dopiero się zaczyna!
    Przedszkolaki skończyły już swój program, więc wpadam na scenę żeby powiedzieć kilka słów o popularnej w naszej parafii (szczególnie wśród chłopców) grupie Dzieci Maryi. Gdy one zabierają Boguciczan do Afryki, ja wzrokiem pochłaniam rajdowy samochód… jaka szkoda, że nie mogę go obejrzeć z bliska, ta atrakcja zarezerwowana jest przede wszystkim dla odwiedzających. Gdy musimy już przeżyć „Pożegnanie z Afryką” na scenę wkracza szkoła pamięci „Szatkowskich”, która prezentuje niezwykłe umiejętności zapamiętywania swoich uczniów. Sam siadam na widowni by przyjrzeć się ich zdolnościom. Następnie jeden z ministrantów, Franek, prezentuje swoje umiejętności gry na akordeonie. Tuż po nim ze sceny przemawia Leszek Jęczmyk, ślązak roku 2006, który godaniem  zdobywa sobie serca publiczności. Ślązaka na scenie zastępuje policjant, przypominający dzieciom i starszym o zasadach ruchu drogowego i bezpieczeństwa. Po nim, moja wielka szansa na wykazanie się swoim nietypowym zainteresowaniem. Przeprowadzam pokaz szermierki szablą sportową, który widownia, ku mojej radości, z uśmiechem oklaskuje. Tuż po szablistach ze sceny słychać cudowne melodyczne piosenki w wykonaniu dziewcząt ze Studia Piosenki Singers, publika nie kryje wzruszenia przy dźwiękach piosenki „Puszek Okruszek”. Kilkanaście minut później na scenie pojawia się Oaza która przedstawia pantomimę, piosenkę i krótką scenkę humorystyczną.
    Teraz czas na jeden z przełomowych punktów festynu czyli Bogucickie Show! Nie ukrywam, że czekałem z wypiekami na twarzy od 13 właśnie na to Show. Oczekiwałem dużej dawki doskonałego humoru przekazanego przez grupę „od Morcinka Jana”. I nie omyliłem się, płaczę ze śmiechu wraz z całą widownią, która na placu farskim ledwo się mieściła.
W czasie Show niezwykłą popularnością ciszy się loteria fantowa, może dlatego, że tuż po przedstawieniu I losowanie głównych nagród? Gdy na nie przychodzi pora większość widowni ma zaciśnięte kciuki i marzy by usłyszeć swoje imię ze sceny. Nagrody przecież niebanalne: kupony do fryzjera, jubilera, apteki; trening samochodem rajdowym czy rodzinna sesja fotograficzna to nagrody z I losowania. Wygrane padają, szczęśliwcy z radością zbiegają ze sceny, a w odwiedzających festyn płonie ogień nadziei, że wygrają coś podczas wieczornego losowania głównych nagród. Podczas II losowania można będzie wygrać komórkę, rower a nawet pielgrzymkę do Włoch i na Chorwację!
    Tymczasem na scenie pojawia się Gospel Sound, który przez blisko godzinę zapewnia relaksacyjno - refleksyjny koncert. Przez czas występu chóru, ponieważ nadeszła już pora obiadowa, popularnością cieszyła się kuchnia polowa z żurkiem i grochówką oraz grill ze smażonym karczkiem, krupniokiem i kiełbasą. Gospel Sound opuszcza scenę słysząc głośne owacje jako podziękowanie. Tuż po chórze na scenę wchodzą trzy piękne dziewczęta które urządzają widowni pokaz akrobatyki sportowej. Publika wraz ze mną oniemiała patrzy na figury jakie tworzą! Po pokazie akrobacji nadchodzi czas na kolejny humorystyczny akcent dnia, kabaret Socratiron w którym występuje ministrant - Seba. Bawiący publikę i niejednokrotnie przyprawiający ją o niekontrolowany wybuch śmiechu. Gdy kabaret kończy się, na scenę wchodzi kolejny ministrant którego mam zaszczyt zapowiedzieć – Łukasz, który gra na keyboardzie muzykę ot, „pod nóżkę”.
    Koło 18 na scenie pojawia się gwiazda wieczoru – Mirek Szołtysek, który razem ze swym wesołym trio bawi nas śpiewając swoje największe śląskie szlagiery. Cała publiczność bawi się wraz z nim. Ja jednak po raz kolejny przechadzam się po tyłach zatłoczonego placu probostwa, oglądając stoiska. Koło fortuny, mądre balony i tor przeszkód cieszą się niezmienną popularnością.  Kawiarenka, kuchnia i grill oferują liczne promocje, zachęcając ludzi do zajadania swoich specjałów. Niezwykle wręcz wielki szum na loterii fantowej! To już ostatnie chwile by kupować losy które później wezmą udział w losowaniu głównych nagród. Gdy publiczność pozwala panu Mirkowi zejść ze sceny pora na kolejny ważny punkt programu. Modlę się w duchu, by to mnie ksiądz wylosował, tak chciałbym zdobyć jedną z głównych nagród! Cóż, moje nazwisko nie pada, ale uśmiech na twarzach zwycięzców z całą pewnością rekompensuje mi moją przegraną. Czasem miło cieszyć się cudzym szczęściem.
    W końcu nadchodzi kulminacyjny punkt programu festynu, uroczysty Apel Maryjny. Wielu Boguciczan udaje się w kierunku kościoła, by tam dziękować Jezusowi i Pannie Maryi za wspólną zabawę i beztroski dzień. Na placu probostwa pozostaje tylko garstka  ludzi, starsi ministranci oraz rodzice ministrantów, którzy postarali się by plac probostwa powrócił do swej pierwotnej postaci.
    Gdy ściągnąłem bajkowy strój, gdy popatrzałem na pusty plac probostwa zdało mi się, że cały festyn był tylko snem. Jednak był to sen który będę pamiętał jeszcze przez wiele lat… lub do następnego festynu.
                                                                       Rysiek

…Mrok gościł w pokoiku ministranta, podobnie jak w wielu innych pokojach w Bogucicach. „To był długi dzień” – pomyślał ministrant, wtulając głowę w poduszkę - „wiele osób sprawiło by był taki przyjemny”

Dziękuję wszystkim sponsorom, księżom, rodzicom ministrantów, ministrantom, wszystkim występującym oraz Wam drodzy czytelnicy, za wasz wkład w ten festyn. Bez Was ten festyn nie mógłby być cudownym wspomnieniem dla każdego obecnego.

Wróć
Quiz
Księga gości
Galeria zdjęć
Urodziny
W dniu dzisiejszym żaden z ministrantów nie obchodzi urodzin.
Kronika
Ciekawe linki
Statystyki
Osób online: 4
Ilość odwiedzin: 4397566