Włochy dzień 4

O poranku, już po śniadaniu udaliśmy się po raz ostatni do Rzymu. Swą przygodę rozpoczęliśmy na stacji Anagnina włoskiego metra, przejechaliśmy aż do San Giovanni następnie wesołym autobusem linii 812 dotarliśmy pod katakumby św. Kaliksta. Tam przywitał nas starszy salezjanin, gdyż to właśnie ten zakon opiekuje się kościołem św. Tarsycjusza. Zakonnik pokazał nam kilkumetrową figurę naszego patrona, oczywiście, w miarę możliwości kazdy zrobił sobie z nią zdjęcie by po powrocie pochwalić się rodzicom. Po sesji przeszliśmy do kościoła na mszę, sprawowaną przez ks. Cezariusza. Grupa Jana XXIII sprawiła się wyśmienicie w posłudze, Sebastian prowadził śpiew do którego każdy chętnie się przyłączył. Jednak co mnie i chyba 

pozostałych ministrantów poruszyło w czasie mszy to spontaniczna modlitwa powszechna, mogliśmy ofiarować Bogu wszystkie nasze prośby, które tylko leżą nam na sercu.

Może to obecność relikwii świętego natchnęła nas do przemyśleń, ale z pewnością i msza i indywidualna adoracja  przy relikwiach zamkniętych w drogocennej szkatule były niesamowitym duchowym przeżyciem. Po mszy skierowaliśmy się do katakumb w których obejrzeliśmy miejsca pochówku pierwszych chrześcijan, zapoznaliśmy się z ich sztuką oraz symbolami. Dla mnie najciekawszą ciekawostką było pochodzenie znaku ryby - greckie słowo oznaczające 'ryba' jest akronimem od "Jezus Chrystus Syn Boży Zbawiciel". Oczywiście nasi co bardziej muzykalni ministranci byli w siódmym niebie widząc grób św. Cecylii oraz jej figurę nagrobną. Trzeba też koniecznie wspomnieć że z powodu położenia katakumb dwa piętra pod ziemią panował tam przyjemny chłód i jakkolwiek by to nie brzmiało, nie spieszyło nam się z opuszczeniem podziemnego cmentarza.

Spod katakumb przejechaliśmy w pobliże forów gdzie spotkaliśmy się z panią przewodnik, która poprowadziła nas na kapitol. Przedstawiła nam historię powstania Rzymu - legendę o Remusie i Romulusie, oraz poinformowała nas o genezie obecnego wyglądu kapitlu. Oglądaliśmy replikę wilczycy, symbolu Rzymu, wielu z nas żałowało że nie widziało oryginału. Posągi Marka Aureliusza i Konstantyna Wielkiego - obie niestety będące replikami, ale pojawił się problem - jak je rozróżnić? Każdy ministrant już wie, że Marek ma loki a Konstantyn ma łysinkę :-)

Z daleka w drodze z kapitolu do koloseum oglądaliśmy najsłynniejsze fora w tym forum romanum, forum trajana czy też forum minerwy. Budowle jako takie były monumentalne i budziły respekt jednak bystre oko naszych ministrantów padało na napisy, szczególnie SPQR i związana z nim historia była powodem długiej dyskusji.

Koloseum niestety było w remoncie więc nie mogliśmy go zwiedzić. Jednak pani przewodnik bardzo dokładnie opowiedziała nam historię cyrku nerona oraz okolicznych cyrków. Chłopcy nie mogli uwierzyć że prawie 75 000 ludzi mieściło się na trybunach! To przecież znacznie więcej niż mieści hala spodka! Tam też był czas na zakup pamiątek i orzeźwienie się. Rekordy popularności biła zamrożona woda, którą można sobie było później uzupełnić np sokiem albo 7up'em.

Po wizycie w koloseum udaliśmy się do bazyliki świętego Pawła. Częściowo podlegoa ona teraz renowacjom, ale to tylko dodało uroku bazylice. Dłuuugi las kolumn, wręcz niepoliczalny, sprawiał że ministranci co rusz tracili się z oczu. Sczęśliwie pani przewodnik cały czas pilnowała kierunku marszu. Pomodliliśmy się nad grobem św. Pawła, przyjrzeliśmy się wizerunkom papieży i ostatecznie postanowiliśmy pożegnać się z panią przewodnik i Rzymem.

Smutne to było pożegnanie, ale pełne ciepłych słów i gromkich braw.
Powrót do hotelu oznaczał rozpoczęcie pakowania. No trudno. Jutro Lanciano więc nie ma się czym przejmować.

Do poczytania jutro!

R. 

Wróć